Witajcie znowu moi Cicho-ciemni.
Wróciłam po rekolekcjach, mimo nie zbyt stabilnej pogody było całkiem miło. Rekolekcje były bardzo owocne z czym chyba się zgodzą osoby, z którymi byłam:).
Jednego wieczoru wybraliśmy się na "wyprawę" (w sumie to za dużo powiedziane ale dla dziewczyn to był spory wyczyn;) ). Przeszliśmy przez wzgórze, a później strumyk (taki nasz mały Jordan ;) ), specjalnie nie było przyjemnie (tym bardziej z opuchniętą nogą), ale warto było spróbować czegoś innego tym bardziej, gdy
ogląda się cudownie gwieździste niebo. Po tym wszystkim zostało nam tylko suszenie butów i spodni, oraz kurowanie się z przeziębienia ; ).
Po za tym działo się sporo, jednak nie wszystko chcę opowiadać tutaj, to zbyt osobiste;). Ale najważniejsze jest to, że Pan działał każdego dnia i dotykał naszych serc w różny sposób:). Myślę, że nikt nie wyjechał z Gródka zawiedziony.
Po za tym to był super czas, by nawiązać nowe przyjaźnie i poprawić te stare ; ) (najlepsze dziewuchy pod słońcem^^). Z takimi wariatkami mogę mieszkać w jednym pokoju nawet w przyszłym roku ; D. Więcej nic nie mówię, bo co się u nas działo to nasza mała tajemnica ; D
oczywiście nie mogę zapomnieć o moim Głośnym Wielbicielu, który sprawił, że ten czas był na prawdę wyjątkowy ;*
Najgorszy był chyba powrót, ponieważ wracając czekaliśmy cztery godziny w Krakowie na doczepianie wagonów, a w Toruniu byliśmy z pięciogodzinnym opóźnieniem. Wymęczeni, śmierdzący w końcu trafiliśmy do swoich domów. Ja chyba jeszcze tego nie odespałam więc lecę ; ).